Bez zioła przymieralibyśmy głodem

W dobrym sezonie nieraz udaje się zebrać ponad 10 kilogramów marihuany z jednej uprawy. Kobiety sprzedają jednak towar pośrednikom, przybywającym do wiosek w porze żniw, przez co nie mogą za bardzo negocjować cen. Większość z nich zarabia mniej niż 400 dolarów za cały plon.

cannabis-marihuana-029183

Kiedy zmarły jej córki, Khathazile bez chwili wahania przyjęła pod opiekę jedenaścioro swych osieroconych wnucząt. Tak zazwyczaj postępują „gogo”, czyli babcie, w Suazi – kraju o najwyższym na świecie wskaźniku zarażeń wirusem HIV, gdzie mnóstwo dzieci przedwcześnie traci matki. „Bóg nam dopomoże” – mówi Khathazile. Oby. Jeżeli jednak boska interwencja zawiedzie, kobieta ma jeszcze inne, pewne źródło dochodu: małą plantację Swazi Gold, wyjątkowo mocnej i cennej odmiany marihuany, popularnej na coraz prężniejszym rynku narkotykowym sąsiedniej Republiki Południowej Afryki.

Khathazile uprawia marihuanę na polu położonym na wzgórzu pośród lasów w suchym zakątku maleńkiego Suazi. Dzięki temu stać ją na nakarmienie, ubranie i wysłanie do szkoły gromadki dorastających wnucząt. – Bez zioła przymieralibyśmy głodem – tłumaczy Khathazile, która podała tylko swoje drugie imię.

Pracownicy organizacji humanitarnych szacują, że tysiące mieszkańców wsi w owym królestwie na samym południu Afryki utrzymują się z uprawy marihuany – rośliny wytrzymałej, stosunkowo łatwej do wyhodowania i zapewniającej bardzo potrzebny zastrzyk finansowy.

Khathazile twierdzi, że ma niewiele wspólnego z rolnikami, którzy wspomagają globalny przemysł narkotykowy – takimi jak hodowcy maku w Afganistanie czy koki w Ameryce Południowej. Podkreśla, że chce tylko wyżywić swoje wnuki, a marihuanę zaczęła siać, ponieważ inne uprawy się nie przyjęły. – Kiedy sadzi się kukurydzę albo kapustę, zżerają je pawiany – wyjaśnia Khathazile. Suazi, ostatnia monarchia absolutna Afryki, według oficjalnych statystyk jest średniozamożnym państwem. Mimo to na wiejskich terenach w okolicach Piggs Peak – spieczonego słońcem miasta na górzystym północnym zachodzie kraju – panuje skrajna nędza. Na skalistej glebie nie rośnie prawie nic, a znalezienie pracy graniczy z cudem. Wielu młodych ludzi szuka zatrudnienia w dwóch dużych miastach Suazi – Mbabane i Manzini – albo w sąsiedniej RPA.

Miejscowe wsie zamieszkują głównie starsze kobiety wraz z dziećmi. Program stosowania intensywnej terapii antyretrowirusowej przyczynił się do zmniejszenia wskaźnika zgonów na AIDS w Suazi, ale choroba ta zdążyła zdziesiątkować niemal każdą rodzinę w kraju. Starsze rodzeństwo zmuszone jest opiekować się młodszym, a niedołężni dziadkowie z trudem starają się wychowywać małe dzieci.

Taki właśnie los spotkał rodzinę Khathazile. W 2007 roku jej córka Tensile zmarła w wieku 24 lat, zostawiając czwórkę małych dzieci. Kolejnych troje osierociła dwa lata później druga córka, Spiwe. W lipcu tego roku walkę z AIDS przegrała trzecia córka, Nomsa, matka czwórki dzieci. „Gogo” nie miała wyjścia – musiała przyjąć wszystkie wnuki pod dach swej jednoizbowej chatki. – Nie mogę opuścić tych dzieci – mówi. Rodziny takie jak ich ledwo wiążą koniec z końcem.

wiadomosci.onet.pl

Dodaj komentarz