Alkohol szkodzi bardziej niż narkotyki. Społeczeństwu

SPOŁECZNE SKUTKI PICIA

Heroina, kokaina czy metamfetamina to narkotyki najczęściej prowadzące do śmierci. Jeśli jednak wziąć pod uwagę skutki społeczne, najbardziej niebezpieczny jest alkohol. W skali od 0 do 100 uzyskał on 72 pkt, podczas gdy kolejna na liście heroina – 55, a kokaina – 54.

marihuana-joint-w-rece-na-rzece-300x150

Dużo niższe miejsca zajęły marihuana, ecstasy czy LSD, które też uwzględniono w badaniach.

Alkohol pity w nadmiarze uszkadza niemal wszystkie systemy organizmu. Zdaniem badaczy częściej niż większość narkotyków, w tym heroina, prowadzi do śmierci i ma związek z większą liczbą przestępstw.

Podnieść cenę alkoholu

– Wystarczy sobie uświadomić, co się dzieje, z powodu alkoholu, na każdym meczu piłkarskim – podkreślił profesor psychiatrii i badania uzależnień na Uniwersytecie w Amsterdamie Wim van den Brink, który nie uczestniczył w badaniu, ale skomentował dla „Lancet” jego wyniki.

Eksperci twierdzą jednak, że wprowadzenie zakazu picia alkoholu byłoby niepraktyczne i niewłaściwe. – Nie możemy wrócić do czasów prohibicji – podkreślił jeden z autorów badania Leslie King. – Alkohol jest za bardzo zakorzeniony w naszej kulturze – dodał.

Jego zdaniem, należy zająć się osobami, które sprawiają kłopoty swoim alkoholizmem, a nie ludźmi pijącymi czasem jeden czy dwa drinki. Powinno się też położyć większy nacisk na programy edukacyjne i podnieść cenę alkoholu, by nie był powszechnie dostępny.

Autorzy zgadzają się z „konkluzjami poprzednich badań eksperckich, według których zdecydowana walka z alkoholem stanowi zasadną i niezbędną politykę zdrowotną”.

Co najmniej tak samo szkodliwe

Eksperci Niezależnej Komisji ds. Narkotyków (ISCD), którzy prowadzili badania opracowali własny system oceny szkodliwości różnych substancji. Brali pod uwagę nie tylko ich wpływ na ciało ludzkie, ale także inne czynniki, takie jak wiążące się z ich stosowaniem koszty dla systemu opieki zdrowotnej czy więziennictwa oraz konsekwencje dla rodziny.

W publikacji poświęconej wynikom badań oceniono, że „obecne systemy klasyfikacji narkotyków mają niewielki związek z ich rzeczywistą szkodliwością”, a „legalne narkotyki są co najmniej tak samo szkodliwe jak nielegalne, jeśli nie bardziej”.

Wygrał w pokera 9 mln dolarów

TURNIEJ W LAS VEGAS TRWAŁ PRZESZŁO 4 MIESIĄCE

8 944 310 dolarów wygrał w pokera 23-letni Kanadyjczyk Jonathan Duhamel z Quebecu. Jako pierwszy zawodnik z Kraju Klonowego Liścia zwyciężył w mistrzostwach świata w Las Vegas.

poker-marihuana-99320

W turnieju wystartowało ponad 7,3 tysiąca zawodników, co było drugim co do liczebności udziałem w czterdziestoletniej historii tych zawodów. Stąd też rozgrywki trwały długo, od 5 lipca. Finałowy mecz dziewięciu finalistów rozpoczął się w ostatnią sobotę i trwał do poniedziałku.

Innym odradza

Duhamel studiował finanse na Uniwersytecie Quebecu w Montrealu, ale studia porzucił na drugim roku. Jak napisała kanadyjska prasa, mógłby teraz w ogóle już nie pracować, ale Kanadyjczyk zamierza dalej zawodowo grać w pokera.

Przestrzega jednak młodych ludzi, by nie wybierali tej drogi, na którą on się zdecydował. Dziennik „Toronto Sun” cytował Duhamela, który na konferencji prasowej w Montrealu podkreślił, że uważa się za wyjątek. – To nie jest dla każdego – powiedział o pokerze. – Nikomu nie polecam, by rzucić szkołę i zacząć grać o wysokie stawki – zastrzegł.

Mieszkańcy Quebecu lubią hazard

Zwycięzca z Las Vegas pochodzi z prowincji Quebec, a jego pasja do gry w pokera może nie być przypadkowa: mieszkańców tej prowincji cechuje skłonność do hazardu.

Prasa kanadyjska opublikowała w tym tygodniu raport na ten temat powstały we współpracy uniwersytetów Concordia i Uniwersytetu Montrealu. Okazało się, że 70 proc. mieszkańców tej francuskojęzycznej prowincji Kanady w coś gra – jeśli nie w pokera, to przynajmniej na loterii. Średnio, jak podała telewizja CBC za raportem, przeciętny mieszkaniec Quebecu oddający się grom losowym i hazardowi wydaje na to rocznie 483 dolary.

Badacze hazardu poszli jeszcze dalej w analizowaniu statystyk: według nich wyniki badania wskazują, iż 41 tysiącom mieszkańców Quebeku (0,7 proc. ludności prowincji) grozi patologiczne uzależnienie od hazardu. Najbardziej zagrożeni tym nałogiem są młodzi mężczyźni oddający się m.in. grom hazardowym w internecie.

Raport nie był tylko ciekawostką opracowaną przez uniwersyteckich badaczy hazardu. Został zamówiony przez rząd prowincji Quebec, a badania zostaną powtórzone w 2012 roku.

tvn24.pl

Pierwsza fabryka marihuany w Kalifornii

Skoro marihuana ma być przypisywana chorym, powinna być uprawiana w porządnych warunkach. Oto, jak miałaby wyglądać pierwsza farma, gdzie uprawiono by roślinki o wartości 50 milionów dolarów rocznie. Jest czysta, ekologiczna i nowoczesna.

marihuana-2902

W przyszłym miesiącu mieszkańcy Kalifornii będą głosować w referendum nad projektem całkowitej legalizacji marihuany. Zgodzili się już na użycie substancji w celach leczniczych. Z dobrodziejstw kwiatostanu konopi korzystają m.in. chorzy na cukrzycę, AIDS, żółtaczkę typu C i nadciśnienie. Przy okazji zapomniano o regulacjach dotyczących zasad uprawy marihuany. Zaniedbaniu chce zaradzić organizacja non-profit Gropech.

Współzałożyciel Gropech, Derek Peterson, powiedział w rozmowie z The Atlantic, że włodarze Kalifornii pozostawili hodowlę marihuany pokątnym farmom. Jego zdaniem, dziwaczne jest zezwolenie na sprzedaż substancji, której uprawianie jest nielegalne. Porównał to do legalizacji alkoholu przed wydaniem zezwolenia na prowadzenie wytwórni wódek i browarów.

Jak przekonuje Gropech, stosowana w leczeniu marihuana niewiadomego pochodzenia może być bardzo szkodliwa – zawiera pestycydy i szkodniki. Sterylna farma produkowałaby towar lepszej jakości. Radni Oakland wkrótce podejmą decyzję, czy to aby dobry pomysł. Kyle VanHemert/giz, The Atlantic]

gizmodo.pl

Odkryto planetę podobną do Ziemi

Po raz pierwszy astronomowie odkryli planetę poza Układem Słonecznym, która przypomina Ziemię i potencjalnie mogą na niej panować warunki dogodne dla życia.

ziemia-2
Polscy naukowcy pomogli odkryć nową planetę

Według informacji przekazanych czasopismu „Astronomy and Astrophysics” przez grupę 11 europejskich astronomów, która dokonała odkrycia, planeta, oznaczona jako 581 c, jest nieco większa od Ziemi i mogą panować na niej temperatury umożliwiające istnienie wody w stanie ciekłym.

Jednak gwiazda Gliese 581, wokół której planeta krąży, jest znacznie mniejsza, słabsza i chłodniejsza od Słońca i zaliczana jest do tzw. czerwonych karłów. Gwiazdy tego typu emitują słabe, czerwonawe światło, jednak ich „okres życia” jest dłuższy niż gwiazd typu Słońca.

Gliese 581 z odkrytą planetą znajduje się w odległości 20,5 lat świetlnych od Ziemi, czyli jak na kosmiczne odległości bardzo blisko.

Odkrycia dokonano za pomocą teleskopu Europejskiego Obserwatorium Astronomicznego w La Silla, w Chile, który posiada specjalną aparaturę analizującą zakłócenia w różnych zakresach światła emitowanego przez gwiazdy. Właśnie na podstawie tych zakłóceń ustala się istnienie odległych planet.

To jest istotny krok na drodze do ewentualnego znalezienia życia we Wszechświecie – powiedział jeden z naukowców, prof. Michel Mayor, z uniwersytetu w Genewie.

Naukowcom udało się ustalić, że planeta 581 c jest ok. pięciokrotnie cięższa od Ziemi. Nie wiadomo jednak, czy ma charakter skalisty, jak Ziemia, czy jest lodową kulą pokrytą wodą. W pierwszym przypadku byłaby ok. 1,5 raza większa od naszej planety, a w drugim – jeszcze większa.

581 c okrąża gwiazdę na bardzo bliskiej orbicie – jedno okrążenie zajmuje jej zaledwie 13 dni (Ziemi 365 dni). Grawitacja na powierzchni jest ok. 1,6 razy większa od ziemskiej.

Planeta powinna posiadać atmosferę, chociaż jej składu nie można ustalić. Zdaniem odkrywców, temperatura na jej powierzchni może wahać się od 0 do 40 st. C. Gdyby tak było, planeta mogłaby podtrzymywać życie typu ziemskiego.

Wszystkie dotychczas odkryte planety były dla życia albo zbyt gorące, albo zbyt zimne, albo były prostu gazowymi kulami, podobnymi do Jowisza.

Gwiazda Gliese 581, znajdująca się w konstelacji Wagi, jest zbyt słaba aby można ja było dostrzec bez teleskopu.

wiadomosci.wp.pl

Statystyki z multiplayera Halo: Reach robią wrażenie

Bungie opublikowało imponujące statystyki z wieloosobowej gry w Halo: Reach. Strach pomyśleć ile zdziałać mogła ludzkość w trakcie rozgrywania multiplayerowych meczy w tym tytule.

halo-reach-009

Zaledwie miesiąc od premiery gracze:
– spędzili łącznie w multiplayerze ponad 16 445 lat,
– rozegrali łącznie 784 miliony gier (jedna gra z czterema graczami jest liczona jako cztery gry),
– zarobili 544 miliardy kredytów,
– załadowali 3 900 000 wykonanych przez siebie screenshotów,
– załadowali 5 970 000 wszystkich plików.

Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.

gry.wp.pl

Dopalacze – Mój raport

Ostatnio media molestują nas informacjami, że młodzi ludzie trują się dopalaczami, wynika to po części z ich głupoty i niewiedzy, co mnie najbardziej boli? Że dopalacze są pokazane jako okropnie złe substancje, które zabijają, ale o tym, co alkohol robi z ludźmi mówi się cicho.

dopalacze, dopy

Czym tak na prawdę są te dopalacze? Są narkotykami, co jest w nich najgorsze? To, że nie wiemy co bierzemy, jaka jest tego ilość i co po tym będzie. Niedawno oglądałem reportaż, gdzie sprzedawca opisywał którąś z mieszanek ziołowych, powiedział “działa podobnie jak marihuana”. Czyli co? Mamy relaks? Dobry humor, światłość umysłu, jesteśmy światem, rozumiemy wszystko, nie w głowie nam agresja i jak byśmy mogli to każdemu pomoglibyśmy? Nie, w zamian otrzymujemy rozpierdziel w głowie, nie wiemy co się dzieje. Opisuję tutaj stan, jaki często występuje po tych mieszankach, nie wiem tego z własnego doświadczenia, ale z opisów. Co jest najgorsze? A no to, że nie wiemy czego można się spodziewać tak na prawdę na fazie. Z trawą jest tak, że gdy mamy pewne źródło, inaczej działać nie może, jest sprawdzona od tysięcy lat, bezpieczna, nie można jej przedawkować w sposób śmiertelny i nie ma możliwości zrobienia komuś krzywdy.

Może i ze skrajności w skrajność, ale popatrzmy, jaki rząd jest głupi, gdy to co sprawdzone i bezpieczne, zakazuje, a to, co powinno najpierw być przebadane można kupić bez problemu. Co mam na myśli przebadane? To, że wiemy jakie są dawki, jak działa na człowieka i co się po tym może stać.

Z drugiej strony na produkcie jest napisane, iż nie nadaje się on do spożycia i sprawa załatwiona, dlaczego więc nie zakażemy również domestosa, kreta i innego gówna chemicznego, które może zabić? Bo ma swoje zastosowanie? Dopalacze też mają i nikomu nic do tego.

Sam nie wiem co do końca o tym myśleć. Producenci dopalaczy, powinni dokładać ulotkę do tego “produkty dla kolekcjonerów”, z informacją, jaka tam jest substancja (w jednym z dopalaczy było podobno 2CP, ale nie mieliśmy pewności, gdyż ta teza powstała na wskutek doświadczeń związanych z wyżej wymienioną Fenyloetyloaminą). A co było w tym najgorsze? Otóż to, że nie wiadomo było ile tej substancji tam się znajduje, co uniemożliwiało odpowiednie dawkowanie.

Gdyby ludzie wiedzieli co zażywają, ile i w jakim celu, a nie, że “znajomy powiedział, że dobra bania to wziąłem 6 tabsów i leżę teraz pod kroplówką”. Moja rada? Uczyć, nie zakazywać, informować co to jest, itd. a nie zakazywać, bo to nic nie da, a tylko dostaniemy jeszcze bardziej zakręconą substancję, jeszcze bardziej nieznaną i nieprzewidywalną.

Na koniec – nie miałem i mam nadzieję, że nie będę miał żadnego kontaktu z “niewiadomymi” dopalaczami.

Ogarnijmy się!

Szczerze? Dzisiaj zakańczam temat narkotyków w sensie negatywnym. Co będzie potem? Sam nie wiem, roześlijcie to, gdzie tylko jesteście w stanie. Pokażcie rodzicom, dziadkom, wujkom, ciociom, kuzynom, rybkom, psu, kotkowi, chomikowi. Uświadommy ludzi w jednym, kawa, alkohol, tytoń to są narkotyki!

pigulki-narkotyki-020920

Co mnie zmusiło do tego tekstu? Rozmowa z jednym z osobników z mojej rodziny, który usilnie próbował mi wmówić, że wyżej wymienione substancje nie są narkotykami. Dlaczego? Sam nie wiem!

Amfetamina – stymulant (narkotyk)

Kawa, napoje energetyzujące (kofeina) – stymulant (narkotyk)

Stymulanty można łatwo wytłumaczyć, pobudzają, dają “złudną” siłę, niektóre wprowadzają w euforię, poprawiają nieznacznie humor. Większość z nas w tym i ja zaczyna dzień od kawy, szybko podnosi na nogi, poprawia humor, jestem gotowy na ciężki dzień.

Opioidy (Morfina, heroina) – Depresanty (narkotyk)

Etanol (Piwo, wódka) – Depresanty (narkotyk)

Depresanty co powodują? Działają depresyjnie na ośrodkowy układ nerwowy, relaksują, otumaniają (jest się spowolnionym), uspokajają, oraz usypiają. Kto z nas nie próbował alkoholu? Wielu ludzi, niezależnie od wieku będą nam wmawiać, że alko to nie narkotyk, owszem, narkotykiem jest. Zabrało się ludziom psychodeliki, inne stymulanty, czy depresanty, a w zamian dano alkohol, tytoń, kawę, itd.

W takim razie dlaczego? Wszystkiemu jest winna Ameryka. Na sekundę przypomnę tutaj tekst Billa Hicksa, bardzo dobry, co prawda nie w oryginalnej formie, ale sens pozostał:

Widzicie grupę ludzi, są nerwowi, agresywni, nieprzyzwoici, są pijani czy palili trawkę? Publiczność “Są pijani!”Co jest prawdą.

Dlaczego więc nasz rząd jest taki głupi i otumania ludzi alkoholem, truje do końca życia tytoniem, kawą, etanolem? Nie pozwala dokonać wyboru? Może ktoś inny chce się zrelaksować przy weekendowym joincie? A nie piwie? Oczywiście nie musi pić, palić, ale dlaczego nie może sam wybrać, tego czego chce użyć? Jakim prawem ktoś mu pozwala korzystać z tego, a z tego nie?

“Marihuana to klucz do innych narkotyków” – Gówno prawda. Obecnie takim kluczem jest alkohol i papierosy, te najbardziej rozpowszechnione używki. To od tego się zaczyna, rząd dobrze o tym wie, ale wmawia wam te czy inne brednie!

Nikt kto zapalił marihuanę nie musi skończyć na dworcu ze strzykawką, tak samo nikt kto wypił piwo nie musi od razu bić żony, dzieci, zniszczyć sobie życia i stać się alkoholikiem.

Często mijacie ludzi na ulicach, nawet nie wiecie ilu z nich może ćpać. Nie mam tutaj na myśli brania non stop, są takie osoby, które traktują to jak hobby, bo im się to podoba, bo ich to kręci. Ich sposobem na spędzenie części wolnego czasu jest poznanie nowych granic, poczucia jedności ze światem, wyzwoleniem się, dobrze zarabiają, uczą się, myślą poważnie o życiu i nie raz żyją dłużej. Albert Hofmann – twórca LSD-25 dożył 102 lat, odkrył wiele tryptamin, napisał o nich książki, opisywał stany, zmarł śmiercią naturalną.

Powiecie, że ćpanie odbija się źle na zdrowiu? A uprawiacie sporty? W takim razie przestańcie, bo możecie się uszkodzić, jeździcie samochodami? Przestańcie, bo możecie zginąć w wypadku. Za bardzo przejmowanie się nad swoim zdrowiem do niczego nie prowadzi. Wszystko przyjęte z umiarem nie zaszkodzi bardzo. Ludzie od tysięcy lat jedli grzyby, palili zioła, wtedy, kiedy nauka i technika nie była tak rozwinięta. Co się okazało? Sami się zabiliśmy naszą własną bronią.

W demokratycznym kraju ludzie mają prawo manifestować

Wrocławscy zwolennicy legalizacji marihuany zapowiadają ostre formy manifestacji. Nie dostali zgody, a mimo to zamierzają blokować ulice. Nie wykluczają także pikietowania urzędów. Jacek Harłukowicz napisał w komentarzu, że tak jak bardzo popiera legalne kurzenie skrętów, tak bardzo jest przeciw takim formom protestu.

MWK-Wrocława-2015 (1)-2

W redakcji rozpętała się na ten temat gorąca dyskusja. Część osób podziela zdanie Jacka. Część argumentuje, że legalizacja „trawy” to nie jest zwykła sprawa, to walka o kolejny obszar wolności. Dlatego manifestanci mają prawo do radykalniejszych środków nacisku, po to, żeby społeczeństwo zauważyło problem. Jeszcze inni twierdzą, że sprawa legalizacji marihuany nikogo, poza jej palaczami, nie obchodzi. Dziś w tej sprawie głos Wojciecha Szymańskiego.
Dlaczego groźba ulicznego korka spowodowanego przez marsz zwolenników legalizacji marihuany ma być powodem do odmowy manifestowania ich racji? Rolą publicznej władzy nie jest zakazywanie, ale zagwarantowanie wolności zgromadzeń. To istota demokratycznego państwa

Za posiadanie niewielkiej ilości marihuany na własny użytek nie powinna grozić żadna kara, a tym bardziej kara więzienia. To używka taka sama jak alkohol czy papierosy. Dlaczego akceptujemy picie wódki, a popalania skrętów już nie? Najwyższy już czas z tą fikcją skończyć. Tak zrobili niedawno Czesi i czeskie państwo od tego się nie zawaliło.

Do palenia marihuany przyznaje się wielu ludzi, w tym wiele osób publicznych. Oni jawnie popierają apele o zniesienie penalizacji za posiadanie tej używki. Dyskusja na ten temat wlecze się przez lata, ale jest tak nieśmiała, że nie powoduje zmian w prawie. Tymczasem ludzie złapani z paroma źdźbłami trawy w kieszeni trafiają nadal do kryminału.

Mamy do czynienia z powszechną hipokryzją. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej młodzieżowej knajpy, żeby poczuć w powietrzu woń marychy. Jedna wizyta patrolu policji i areszty pękają w szwach.

Inicjatywa Wolne Konopie organizuje w całym kraju marsze na rzecz prawa do posiadania niewielkiej ilości marihuany. Taka manifestacja planowana jest też we Wrocławiu, ale władze miasta odmówiły wydania na nią zgody. Organizatorzy chcieli przez dwa tygodnie demonstrować swoje poglądy, maszerując ulicami miasta w godzinach komunikacyjnego szczytu. Nie dziwi mnie ich determinacja. Jeśli cała akcja ma mieć skutek, to musi wstrząsnąć społeczeństwem, dotrzeć do niego, musi być widoczna. Maszerowanie dla żartu, sportu albo zabicia nudy nie ma sensu.

Brak zgody na te demonstracje to opowiedzenie się urzędników po stronie interesu większości mieszkańców miasta (bo przemarsze ulicami spowodują korki i mogą zagrozić bezpieczeństwu) przeciw interesowi demonstrującej mniejszości. Pytam więc: dlaczego groźba ulicznego korka ma być powodem do pozbawiania ludzi prawa do manifestowania ich racji? Rolą władzy publicznej nie jest zakazywanie, ale zagwarantowanie wolności zgromadzeń. To istota demokratycznego państwa. Warto przypomnieć, że w 2005 roku prezydent Warszawy, powołując się właśnie na względy bezpieczeństwa, zabronił Parady Równości, a tę decyzję zakwestionował później Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Władze miasta powinny tak zorganizować jego funkcjonowanie, żeby w czasie demonstracji jej uczestnikom i osobom postronnym nic złego się nie stało. Od tego mają m.in. policję i straż miejską. Jeśli można było trzy tygodnie temu zrobić wielki uliczny maraton, którego biegacze zdezorganizowali ruch w mieście, to dlaczego teraz nie można zorganizować manifestacji na rzecz zakazu karania za posiadanie marihuany?

Urzędnicy, stawiając sprawę: jeśli demonstracja, to murowane korki, antagonizują mieszkańców z organizatorami marszu. A tymczasem ludzie mają niezbywalne prawo do wyrażania swoich poglądów i pokojowej walki o należne im prawa.

wroclaw.gazeta.pl

Wrocław: Marsz w imię legalnej marihuany

„Wolne Konopie” to największy ruch w Polsce od czasów Solidarności – twierdzi Paweł Leśniański, organizator wrocławskiego marszu.

MWK-Wrocława-2015 (2)-2

Pierwszy Marsz Wyzwolenia Konopi ruszy w stolicy Dolnego Śląska 2 października spod Hali Stulecia o godz. 14. Bez pozwolenia władz miasta. Manifestanci przejdą przez plac Grunwaldzki, most Grunwaldzki, ulicę Kazimierza Wielkiego aż do placu Jana Pawła II. Potem skierują się w stronę Podwala, przetną plac Orląt Lwowskich i dojdą do Sądu Okręgowego.

O legalizacji marihuany, dopalaczach i Marszu Wyzwolenia Konopi we Wrocławiu rozmawiamy z Pawłem Leśniańskim, jednym z organizatorów manifestacji.

Dlaczego organizujecie Marsz Wyzwolenia Konopi we Wrocławiu?

Od kilku lat organizujemy Marsz Wyzwolenia Konopi w Warszawie, teraz przyszedł czas na inne miasta. „Wolne Konopie” to największy ruch w wolnej, demokratycznej Polsce od czasów Solidarności. Po co organizujemy manifestacje? Chcemy pokazać, co nam się w Polsce nie podoba, i to, że za błahostkę, czyli posiadanie niewielkiej ilości marihuany, co roku do więzienia trafia kilka tysięcy młodych ludzi.

Dlaczego od razu manifestacje? Nie można tego inaczej załatwić?

Próbowaliśmy. Złożyliśmy obywatelski projekt ustawy o legalizacji marihuany, ale władze nie chciały z nami rozmawiać. W tej sytuacji nie było innego wyjścia, musieliśmy wyjść na ulice. I jak widać, wszytko poszło po naszej myśli. Ludzie zaczynają mówić o marszach i o problemie legalizacji konopi. To jest dla nas najważniejsze. Chcemy dotrzeć do społeczeństwa. Pokazać, że stoimy po tej samej stronie barykady.

Czyli…

Ludzie boją się, że chcemy konopi dla wszystkich, a jest zupełnie inaczej. Obecnie używki mogą kupować nawet dzieci, nikt tego nie kontroluje. My jesteśmy za legalnym i kontrolowanym przez państwo obrotem marihuaną. Konopie były, są i będą. Jedyne wyjście to ich opodatkowanie. A paradoks polega na tym, że obecnie marihuana jest szkodliwą używką tylko dlatego, że można przez nią trafić do więzienia. Sam parę razy zostałem zatrzymany przez policję za posiadanie marihuany. Zamiast zajmować się prawdziwymi przestępcami policja marnuje czas na szukanie marihuany u młodych ludzi. Chcemy to zmienić.

Kiedy będziecie „zmieniać” Wrocław?

Pierwsza manifestacja w stolicy Dolnego Śląska planowana jest na 2 października. Spotykamy się o godz. 14. przy skwerze Cybulskiego przy Hali Stulecia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, marsze będą organizowane codziennie przez najbliższe dwa tygodnie.

Nie dostaliście na nie pozwolenia władz miasta…

Nie. Ale i tak pójdziemy. Słyszę komentarze ludzi, że zakorkujemy Wrocław, zablokujemy ulice. Ale chyba o to chodzi w manifestacjach. Gdy górnicy czy pielęgniarki protestują, nikt nie ma do nich pretensji. Dlaczego inaczej miałoby być w naszym przypadku? Tym bardziej, że występujemy w imieniu miliona obywateli, którzy chcą legalizacji konopi.

Jak będzie wyglądała trasa manifestacji?

Spod Hali Stulecia przejdziemy przez plac Grunwaldzki, most Grunwaldzki, ulicę Kazimierza Wielkiego aż do placu Jana Pawła II. Potem skierujemy się w stronę Podwala, przetniemy plac Orląt Lwowskich i dojdziemy do celu naszej manifestacji – wrocławskiego Sądu Okręgowego. Z naszej strony na pewno nie będzie mowy o żadnych burdach cz bójkach. Wierzymy, że manifestacja, mimo że w świetle prawa nielegalna, będzie przebiegała spokojnie. Marsz Wyzwolenia Konopi w Łodzi też był nielegalny, ale nikt go nie przerwał. Manifestujący szli w asyście policji.

Ostatnio coraz częściej słyszymy o ofiarach popularnych dopalaczy. Dlaczego ludzie decydują się brać takie rzeczy?

Ogólnie rzec biorąc używki – od wódki czy tytoniu poczynając a na marihuanie kończąc – zrobione są z rzeczy, które dobrze znamy. Istnieje społeczna świadomość tego, że są to rzeczy, które nam szkodzą. Z dopalaczami jest trochę inaczej. Ludzie nie wiedzą, z czym mają do czynienia. Myślę, że młodzi ludzie kupują dopalacze, bo są legalne. Gdyby takie używki jak marihuana były ogólnodostępne i legalne, sprawa wyglądałby zupełnie inaczej. A tak ktoś kupuje środki udające konopie i ląduje w szpitalu. Nie ma się co dziwić. Ludzie zawsze lgnęli do używek. Tak było, jest i będzie.

Dziękuję za rozmowę.

mmwroclaw.pl

„Używamy marihuany i nie można nam tego zabronić”

Tomasz Obara z Inicjatywy Wolne Konopie
Tomasz Obara z Inicjatywy Wolne Konopie

Z Tomaszem Obarą z Inicjatywy Wolne Konopie rozmawia Magdalena Dubrowska.

Magdalena Dubrowska: Inicjatywa Wolne Konopie zaplanowała na środę trzy marsze w sprawie złagodzenia ustawy narkotykowej. W piątek Biuro Zarządzania Kryzysowego przedstawiło wam odmowną decyzję. Na jakiej podstawie?

Tomasz Obara, współzałożyciel Inicjatywy Wolne Konopie:

Ze względu na świadome blokowanie miasta. Śmiejemy się z tego, bo o co chodzi w manifestacjach, jeśli nie o to? Górnicy palą gumę przed Sejmem, a my nie możemy pokazać się ludziom, przedstawić naszych postulatów? Mamy demonstrować na łące? Na pojedyncze zgromadzenie nikt w Warszawie nie zwróciłby uwagi. A na trzy? Efekty widać od razu.

Jak zareagujecie?

– Dziś o godz. 8 składamy odwołanie od tej decyzji do wojewody mazowieckiego. A potem skargę do sądu. Ostatnio udało nam się ściągnąć do parteru Bronisława Komorowskiego, który jeszcze jako marszałek Sejmu bezprawnie zablokował nasz komitet do zbierania 100 tys. podpisów pod nowym projektem ustawy. Sąd Najwyższy przyznał nam rację. Tak samo ściągniemy do parteru władze Warszawy. Jednocześnie złożymy dziś wnioski o spontaniczne zgromadzenie. Od jutra będziemy blokować urzędy, ustawiać się w kolejkach jako petenci, tak żeby nikt nic nie mógł załatwić. A środowe marsze i tak się odbędą, nawet jeśli nie wydadzą zgody.

Nie boicie się zatrzymania przez policję?

– Za takie wykroczenie mogę dostać mandat.

Czego się domagacie?

– Możliwości uprawiania do trzech krzaków konopi indyjskich i posiadania do 30 gramów suszu. A także amnestii dla tych, którzy siedzą w więzieniu za posiadanie narkotyków.

Nie obawiacie się, że warszawiacy was znienawidzą, jeśli sparaliżujecie im miasto?

– Będą źli, że muszą pół godziny dłużej postać w korku? Ja też jestem zły, że za nic zamykają moich kolegów. Może kiedy tacy państwo postoją w korku i nas posłuchają, dotrze do nich, że również ich dzieci mogą kiedyś zostać złapane z jednym jointem i zamknięte za to na 48 godzin w celi. A potem skazane na rok więzienia. Ludzi uzależnionych trzeba leczyć i uświadamiać, a nie wsadzać za kraty.

A najnowsza propozycja rządu, aby w nowej wersji ustawy odpuścić karanie za niewielkie ilości narkotyku, was nie satysfakcjonuje?

– Nie, bo odstąpić od karania mógłby dopiero prokurator. My chcemy, aby to się odbywało na etapie policji. Żeby nie było trzeba wszczynać procedury 48 godzin, która jest krzywdząca dla zatrzymanego i kosztowna dla państwa. Policjant za zatrzymanego konsumenta dostaje 200 zł premii z naszych podatków. Za co? Za czyn o znikomej szkodliwości społecznej. Do tego chamskie przeszukanie mieszkania. Nowa propozycja zakłada w praktyce utrzymanie tego stanu rzeczy. Rząd i społeczeństwo muszą pogodzić się z faktem, że używamy marihuany i że nie można nam tego zabronić. Chcemy rozwiązań opartych na dialogu i zrozumieniu, a nie biurokracji i policyjnym terrorze.

warszawa.gazeta.pl

Nie ma zgody na marsz Wolnych Konopi

Marsz-Wyzwolenia-Konopi-67902

Wojewoda utrzymał decyzję ratusza zakazującą zwolennikom legalizacji marihuany organizowania marszów gwiaździstych.

Zwolennicy legalizacji marihuany chcieli organizować marsze gwiaździste z różnych kierunków miasta do pl. Zawiszy. Takie protesty miały się odbywać trzy razy dziennie przez 12 dni. Marszów zakazała jednak Ewa Gawor, szefowa miejskiego biura zarządzania kryzysowego, powołując się na paragraf kodeksu wykroczeń zakazujący tamowania ruchu.

Członkowie inicjatywy Wolne Konopie odwołali się od tej decyzji do wojewody. Ten uznał dziś argumenty ratusza. Wcześniej członkowie Wolnych Konopi zapowiadali, że marsze odbędą się nawet bez zezwolenia.

warszawa.gazeta.pl

Komitet Wolne Konopie może zgłaszać projekty ustaw

Sąd Najwyższy uchylił w czwartek postanowienie marszałka Sejmu odmawiające przyjęcia zawiadomienia o utworzeniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Wolne Konopie” – poinformowało PAP w czwartek biuro prasowe SN. Tym samym sąd uwzględnił skargę złożoną przez komitet.

W Kolorado spadła przestepczosc zalegalizowaniu marihuany

„SN po rozpoznaniu skargi Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Wolne Konopie uwzględnił ją i uchylił zaskarżone postanowienie” – powiedziała PAP Teresa Pyźlak z SN. Dodała, że uzasadnienie postanowienia w najbliższym czasie będzie sporządzone na piśmie.

Postanowienie SN oznacza, iż komitet może kontynuować działania mające na celu zgłoszenie projektu zmian w prawie dotyczącego legalizacji tzw. miękkich narkotyków. O powołaniu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej w sprawie legalizacji marihuany w końcu maja bieżącego roku poinformowali organizatorzy odbywającego się corocznie w stolicy Marszu Wyzwolenia Konopi.

wiadomosci24.pl

Nie będą karać za trawkę

Sedzia_z_Kanady_umorzyl_414_marihuany_3894

Bliski koniec ścigania za posiadanie niewielkich ilości narkotyków. Rząd przyjął wczoraj projekt ustawy o zmianie restrykcyjnych przepisów.

Od czasu zaostrzenia w 2005 r. przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii w Polsce przestępstwem jest posiadanie najmniejszej nawet ilości narkotyków. Policja i prokuratura może więc ścigać – i ściga- nawet tych, przy których znajdzie np. skręta z marihuany.

A sądy skazują. Z artykułu 62 ustawy co roku w Polsce skazuje się około dziewięciu tysięcy osób. Są to wyroki rzędu pół roku więzienia, najczęściej w zawieszeniu na rok czy dwa lata. Ale 8 proc. skazanych odsiaduje kary w więzieniach. W większości ci, którzy zostali złapani z narkotykiem przed upływem okresu zawieszenia.

Zaostrzenie prawa przed pięciu laty miało jeden cel: ściganie dilerów, których policja zatrzymywała na ogół z niewielką ilością narkotyków i których nie można było karać, bo tłumaczyli, że są uzależnieni i narkotyki są im potrzebne „na własny użytek”. Przyjęte założenie kompletnie się nie sprawdziło. Wczoraj w „Gazecie” przytaczaliśmy wyniki badań naukowców z UJ, którzy przeanalizowali 102 sprawy karne z art. 62. Tylko 7 proc. dotyczyło dilerów (złapanych z ilością większa niż 20 g narkotyku) – reszta osób uzależnionych, przyłapanych z niewielką ilością środków odurzających, w większości przypadków marihuany. Policja wykorzystywała za to zaostrzone przepisy do poprawiania statystyk wykrywalności przestępstw. Głośne były obławy na dyskotekach i imprezach masowych, podczas których wyłapywano młodych ludzi palących „trawę”.

Złagodzenie represyjnych wobec osób uzależnionych przepisów było jednym z celów akcji „Gazety” „My, narkopolacy”.

Nieskuteczność prawa z 2005 r. dostrzegło też Ministerstwo Sprawiedliwości. Obliczyło, że ściganie „posiadaczy” kosztuje rocznie budżet około 80 mln zł.

Wczoraj Rada Ministrów na wniosek resortu sprawiedliwości przyjęła projekt ustawy o zmianie drakońskich przepisów. Zgodnie z projektem prokurator i sąd będą mogli odstąpić od ścigania osób nieodnotowanych jako dilerzy, a mających niewielkie ilości narkotyków na własny użytek. Nowe prawo pozwoli oddzielić uzależnionych i używających narkotyków od dystrybutorów i producentów.

Ministerstwo Sprawiedliwości w komentarzu do zmian zwróciło uwagę, że zaostrzone przepisy nie ograniczyły używania narkotyków w Polsce i nie spowodowały skutecznego ścigania dilerów. Za to z osób uzależnionych zrobiły przestępców, chociaż narkomania uznawana jest za chorobę.

Teraz projekt musi przyjąć parlament. Złagodzone przepisy wejdą w życie najwcześniej za kilka miesięcy. Nie zmieni to sytuacji tych, którzy zostali już skazani lub odsiadują wyroki. Na zmianach skorzystają ci, wobec których dopiero toczy się postępowanie. Gdy nowelizacja wejdzie w życie, ich sprawy zostaną umorzone.

wyborcza.pl